poniedziałek, 24 października 2011

subtelna różnica..

"No jak ty się wyrażasz?", "Ależ ty jesteś wulgarny".. Nie wulgarny,
kurwa, tylko lubię jak coś przekazane jest dobitnie. Lubię przekleństwa
bo użycie ich bardzo często czyni zdanie dość zabawnym (genialny przykład
z "no kurwa no nie"), lubię bo nic nie nadaje się bardziej do sfery
ironii jak:
-nie byłeś na wykładzie a akurat robił listę, potem wstawiał zaliczenia
a na koniec wpadła doktorantka i każdemu obciągneła bez zbędnego
pierdolenia. Kto chciał mógł zaliczyć podwójnie czyli poruchać znaczy się.
-to zajebiście..
Zresztą każdy lubi jak jest ostro i pikantnie.. Bo z życiem jest tak samo
jak z pornolami i jedzeniem. Musi być przyprawione bo inaczej to tzw.
"niechtochuj". Poza tym czy istnieje piękniejszy widok niż twój kumpel
z pokoju wstający rano po melanżu, osuszający cisowiankę lekko gazowaną i
łapiący się za głowę mówiąc "ja pierdolę"..

[censored]:

"No jak ty się wyrażasz?", "Ależ ty jesteś wulgarny".. Nie wulgarny,
kurcze, tylko lubię jak coś przekazane jest dobitnie. Lubię przekleństwa
bo użycie ich bardzo często czyni zdanie dość zabawnym (genialny przykład
z "no jasny gwint no nie"), lubię bo nic nie nadaje się bardziej do sfery
ironii jak:
-nie byłeś na wykładzie a akurat robił listę, potem wstawiał zaliczenia
a na koniec wpadła doktorantka i z każdym uprawiała sex oralny odmiany
bardziej lubianej przez mężczyzn bez zbędnego owijania w bawałnę.
Kto chciał mógł namówić ją na coś więcej.
-to zawaliście..
Zresztą każdy lubi jak jest ostro i pikantnie.. Bo z życiem jest tak samo
jak z filmami erotycznymi i jedzeniem. Musi być przyprawione bo inaczej
to tzw. "niechtoszlag". Poza tym czy istnieje piękniejszy widok niż twój
kumpel z pokoju wstający rano po melanżu, osuszający cisowiankę lekko
gazowaną i łapiący się za głowę mówiąc "cholibka"..

piątek, 21 października 2011

My się skądś znamy? Tak.. Nawet całkiem nieźle..

Sokole oko. Dziś każdy posiada takie jedno a w znakomitej większości
nawet dwa. Nie ma już nic do ukrycia dzięki facebookom, twitterom i tym
podobnym a mimo wszystko każdy chce udawać super przenikliwego, bystrego
o zapędach dedukcyjnych jak sam Sherlock. Na próżno szukać dziś odrobiny
prywatności nawet jeśli nie jesteś osobą publiczną ani powszechnie znaną.
I dlaczego tak się dzieje? Czy to wina globalizacji? Czy to wina wyżej
wymienionych portali społecznościowych? Naszej mentalności? Wydaje mi
się, że teraz większość aż pali się do tego aby ludziom coś o sobie
powiedzieć. Gdzie są te czasy gdy każdy miał swoje słodkie tajemnice,
gdy nie można było kogoś od razu poznać? Ja mam tak, że lubie zagadki,
łamigłówki, lubię rozgryzać czyjąś osobowość, lubię rozkładać na czynniki
pierwsze zwłaszcza kobiety. Nie to, że siedzę w święta w kuchni pomagając
mamie kroić kurwa nie wiem, powiedzmy że składniki na sos tatarski i
zastanawiam się nad jej charakterem patrząc na sposób trzymania noża.
Zresztą doskonale wiecie o jakie kobiety mi chodziło. Bo z ludźmi jest
jak z prezentami. Co to kurwa za prezent jak nie jest zapakowany?
Wchodzisz do salonu a tu pod choinką bum, zamiast torebeczki z karteczką
od Świętego dla Ananiasza leżą skarpetki, czekolada, żel pod prysznic i
spodnie z "łizełwd" (po czym zabierasz ten cały swój dobytek i lecisz do
komputera by za pomocą kamerki internetowej nagrać filmik o tytule "haul
prezentowy" czy coś w ten deseń). Rozpakowanie prezentu jest jak
poznawanie drugiej osoby. Ta niepewność, ciekawość, napięcie, emocje..
Wreszcie zaskoczenie, akceptacja.. Tego sie nie da zastąpić. Dlatego apel
abyśmy niektóre rzeczy zostawiali dla siebie, pozwolili ewentualnie tej
najważniejszej dla nas osobie kiedyś odkryć co nie co, a nie dawać jej to
na talerzu przy pierwszej lepszej okazji. I jeśli już zdecydujecie się na
ten krok to nie dajcie się tym z sokolimi oczętami, którzy wykryją każde
wasze wahanie nastroju. Bądźcie ostatnim bastionem waszej prywatności,
bastionem niezdobytym przez byle kogo, walczcie do ostatniej kropli krwi!

"Co się stało? Jakiś cichy dziś jesteś, pewnie nie masz humoru", "Coś ty
taki zmarnowany, popiłeś wczoraj czy po prostu jesteś nieuleczalnie
chory i ci się pogorszyło?", "Ha! Paliłeś!" a ja gasząc peta na mojej
gumowej popielniczce nie mam sił nawet odwrócić się w stronę źródła
emitowanego głosu i jebnąć danemu indywiduum w ryj..

niedziela, 16 października 2011

ot cała historia

Dzień w środku tygodnia, pora kurewsko poranna (prawdopodobnie oscylująca
w okolicach 9), przedwiosenne słoneczko razi cię jak ch.. ale przecież
nie założysz okularów bo głupio by wyglądały przy temperaturze 3 czy 4
stopni Celcjusza, w każdym razie niewiele więcej od zera. A odczuwalna
przecież jeszcze niższa bo raz, że wieje jakby to Bóg robił przysługę
tym w samochodach bez turbiny coby szybciej dogonili tych w tymi z
turbinami, bądź w drugą stronę żeby ci w tych z turbinami wolniej
doganiali tych w tymi bez (zależy od której strony się patrzy), a dwa,
że niewyspany jesteś, to i trzęsiesz się cały. Ale kij tam, byłoby
cudownie gdyby nie katar, który masz większy niż Półwysep Arabski,
gdyby nie ból gardła, na który nie pomoże neo-angin bez cukru, gdyby
nie kac, którego dziś nie udało ci się przespać oraz świadomość, że
jesteś niedojedzony a za chwil dosłownie parę pisał będziesz jakieś
kolokwium. Byłoby zatem miło skreślić z listy "oj ponarzekam" chociaż
jedną, małą, pierdoloną niedogodność. O dziwo po burzliwej naradzie,
która wyrządziła spore szkody w twoim zblazowanym organiźmie wybór pada
na walkę z głodem! (Tak, wiem. Taki już jesteś.)
I jakże pięknie wyglądała ta budka sieciowej piekarni Awiteks, zwłaszcza
do momentu gdy wchodzisz tam a kolejka studentów i starszych pań powoduje,
że witki ci opadają. Ale skoro już taki kawał przebyłeś to będziesz
trwał na posterunku niewzruszony. Po 5 minutach stania w owej kolejce
zaczynasz się zastanawiać co ty tu do kurwy nędzy robisz. Po pierwsze
zanim coś do jedzenia kupisz to albo to zczerstwieje albo się rozpadnie.
Po drugie co niby sobie kupisz? Suchą bułkę z makiem? Chleb? Pączka? W
sumie pączek nie wydaje się być zły. Boisz się tylko, że ta cała masa
studentów stoi tu w tym samym celu. Chcą kupić pączka i potem wpierdalać
go na wykładzie z bezpieczeństwa użytkowania urządzeń elektrycznych albo
filozofii miłości nie dlatego, że są głodni ale dlatego, że ileż można
siedzieć na facebooku bądź grać w angrybirds na swoich smartfonach.
Pączki zatem idą jak świeże bułeczki a świeże bułeczki nie idą w ogóle
(paradoks). Paskudna sprawa bo ostatni pączek się ostał, mało tego pączek
średniej wielkości ale całe szczęście to twoja kolej na zakup.
Więc stoisz dumny jak paw, rozglądasz się po piekarni z niepohamowaną
satysfakcją i pytasz się przestraszonej panienki w kitlu:
-Dzień dobry! Czy są pączki? A gdy otrzymujesz odpowiedź
przecząco-wymijającą i przed tobą wyłania się niska postać w fioletowym
moherowym bereciku mówiąca: "dziękuję pani Aniu, że mi pani zostawiła
jednego!", i patrzysz jak owa postać płaci jebane złoty trzydzieści, które
sam skrupulatnie wcześniej wyliczyłeś i zabiera twojego wymarzonego
pączka, czujesz, że zaraz dostaniesz zawału. Panienka w kitlu patrzy na
ciebie wzrokiem jakim każdy z nas patrzył na kota ze Shreka gdy ten
odpierdalał numer ze swoimi w kurwę słodkimi oczkami i proponuje w
ramach rekompensaty oponkę. Czaisz? Oponkę! Więc opuszczasz ten przybytek
diabła i wpierdalając oponkę uświadamiasz sobie, że spóźniłeś się na zajęcia..

sobota, 15 października 2011

jak to jest panie redaktorze?

Z felietonami to jest tak, że każdy musisz pisać na poziomie bo inaczej
wpadniesz do jednego worka z gronem przeciętniaków, których w internecie
(i nie tylko!) jest cały ogrom. A jak już tam raz wpadniesz to weź potem
człowieku i wspinaj się na górę w tym jebanym tłumie żeby rozwiązać
sznurek i z owego worka wyskoczyć by iść choćby na piwo. A według mnie
dobry tekst przede wszystkim musi napisany być ciekawie, musi budować
napięcie by osoba czytająca go chciała z całego serca i z wszelkich
nudów dowiedzieć się jak to wszystko się skończy. To nie jest jakiś
pieprzony konkurs na ilość żartów którę będą dupę ze śmiechu urywały,
w stylu "co mogę napisać o bohaterach hereos IV?".
Czytelnik ma delikatnie uśmiechać się pod nosem czytając
te wypociny i mówić sobie w duchu "pierdolony skurwiel
ma rację i pisze to na tyle sprytnie, że jeśli nawet tej racji nie ma to
i tak mu uwierzę". Ha! A to wcale takie proste nie jest.. Bo przede
wszystkim musisz mieć o czym pisać. Gówno kogolwiek obchodzi jaką to
dzisiaj na śniadanie zrobiłeś zajebistą jajecznicę albo, że twoja babcia
nie pozwalała oglądać ci szklanej pułapki używając sformułowania "prędzej
mi na ręce kaktus wyrośnie" bądź gdy chciała cię przestraszyć "po moim
trupie!" i jeśli twoja babcia już nie żyje (święć Panie nad jej duszą!)
a ty oglądasz właśnie szklaną pułapkę wpierdalając fistaszki to jesteś
chorym draniem!! Ja mam tak, że inspiracji dostarcza mi życie, ludzie,
którzy mnie otaczają oraz to że jestem pierdolnięty w głowę a moja
wyobraźnia nie zna granic i nawet jeśli nie wydarzyło się nic ciekawego
(może poza tym , że kochany i jedyny w swoim rodzaju prezydent
Majchrowski (według interiowego redaktora Białońskiego: Jacek herbu
Majcher- hihi..hoho..hehe..) rzucił rękawicę pod nogi Zbigniewa Bońka)
to mam o czym pisać. A co by było gdybym felieton zaczynał od:
"I'm a litlle high.."?

piątek, 14 października 2011

miłość.. nienawiść

Nie po raz pierwszy przychodzi mi stawać, jak to niegdyś powiedział
nieodżałowany marszałek Zych przed jakże to istotnym dylematem.
Pisać o miłości i nienawiści? To przecież takie infantylne..
Z takim tematem mógłbym z powodzeniem dołączyć do grona nieszczęśliwych
gimnazjalistek i licealistek, z drugiej jednak strony czy istnieje
temat bardziej poważny i bardziej dla dorosłych niż właśnie miłośc i
nienawiść? To przecież te dwa rzeczowniki kierują naszymi działaniami
już od takiego małego.. Bo gdyby nie miłość czy nienawiść nie mielibyśmy
na weselnych stołach i flaków i rosołu, co z kolei powoduje że państwo
młodzi tudzież ich rodzice muszą zapłacić więcej restauracji czy
firmie cateringowej, co znowu napędza daną firmę, popyt, podaż i daje
pracę choćby producentom makaronu.. Czy to nie przez nienawiść do danego
przedmiotu studenci podczas sesji budzą się z ręką w nocniku? Czy to nie
przez miłość do danego klubu każdy kibic (zdecydowanie o mężczyznach)
może dostać zawału średnio 4 razy do roku? Czy to nie przez miłość do
kobiety rośnie sprzedaż alkoholu w osiedlowych sklepach monopolowych
działających 24 godziny na dobę? Czy to nie przez miłość do mężczyzny
znikają z supermarketowych półek hektolitry dietetycznych lodów? Czy to
nie przez miłość i nienawiść powstają filmy o miłości i nienawiści?
Wychodzi na to że bez tych uczuć świat by nie istniał, bo człowiek
kieruje się emocjami a najbardziej kieruje się tymi dwoma.
Inna to już sprawa że i miłości i nienawiści są różne dlatego też skutki
każdych są różne. Gdzieś w Bibli napisane jest (na pewno!), że bez miłości
człek niczym jest (możliwe że to zdanie zaczyna się od "zaprawdę powiadam")
a bez nienawiści jest ciotą..No bo jak to tak nie wpierdolić chłopakowi
swojej byłej dziewczyny? Zwłaszcza jeśli koleś wisi ci jakieś pieniądze..