wtorek, 31 lipca 2012

lipiec

Deszczowa pogoda utrzymuje się nieprzerwanie od ładnych paru godzin. Stoisz wpatrzony w okno z kubkiem zimnej kawy w ręku i przeklinasz Boga, Allaha, Buddę czy w co bądź kogo ty tam wierzysz. Na początku iskierka nadziei bo ulewa zmienia się w przelotny deszczyk. Nie zauważasz ani jednej kałuży na ulicy pod domem ale jeszcze nie dociera do ciebie to, iż asfalt na niej położony za hajs unii został ledwo miesiąc temu i żadna dziura mimo, że bardzo by chciała istnieć na nim jeszcze nie może. W końcu dociera do ciebie.. Przelotny deszczyk faktycznie był przelotny gdyż teraz jest to prawdziwe oberwanie chmury.. Wcześniej wspomniana iskierka odpaliła tylko lont od ładunków wybuchowych, które niechybnie wysadzą w powietrze twoje marzenia a ty z dłońmi złożonymi w koszyk będziesz biegał i starał się połapać cząstki marzeń by kiedyś znów je złożyć w całość i mieć szansę kiedyś je jeszcze spełnić. Dopijasz ostatni łyk kawy i zasuwając firankę odwracasz się aby otworzyć plecak, wyciągnąć z niego kiełbaski.. Ketchup.. I schować do lodówki.. Otwierasz piwo, włączasz telewizor i oglądając powtórkę M jak miłość na usta ciśnie się tylko jedno słowo.. "Lipiec"..