środa, 21 grudnia 2011

takie se

7 rano a ta napierdala, sie tłucze.. bo to tam same butelki plastykowe i
szklane przeważnie po piwie czy wódce, z kolesiem z wielkim drągalem,
który gdyby nie brak zębów i wąsy, w których są jeszcze okruszki bułki
ze smalcem i ona gdyby nie to, że jest starą, grubą kurwą bez szkoły to
by się nadawało to wszystko na pornola... o 7 kurwa rano.. My pobudzeni..
Leszek nawet przestał chrapać.. To idealna wręcz okazja aby się wylać
i popatrzeć na cały ten pierdolnik.. Stachu wpadł najwidoczniej na ten
sam pomysł i nasze jeszcze prawie zamknięte oczęta spotkały się na
wysokości umywalek czekając na strumień zimnej wody z kranu..
-Nie będę tym kurwom nawet nic mówił bo to przecież popierdolone..
Zgadzam się ze Stasiem.. To było popierdolone.. Jednak Mateusz zmienił
zdanie i poszedł wyrazić swoją opinię w okolicach zsypu.
[Ze względu na kolizję oznaczeń (Stachu, sprzątaczka zatem S i S) Stasia
oznaczać będziemy jako S zaś sprzątaczkę SK (stara kurwa)]
S: Czy panie muszą robić to co najgłośniejsze o 7 rano?
SK: Proszę pana! My pracujemy od 6!
S: Taaa.. Do 7.. Potem 3 godziny przerwy..
Taaaak to właśnie u nas jest.. Ale na sprzątaczki to można kurwić wręcz
na okrągło.. A zaczęło się od tego, że położyłem się spać o 3 bo przecież
trzeba było obejrzeć finałowy epizod 6 już sezonu Dextera.. No i kurwa
jebane amerykańce.. Po ostatniej scenie siedziałem przed laptopem z
browarem i mówiłem: o kurwa.. o ja pierdole.. o Chryste Panie.. o chuj..
o jasna kurwa i stu milicjantów.. o ja cież nie pierdole.. o kurwa..
Już się zacząłem powtarzać więc podejrzewam, że tak właśnie wyglądała ta
pętla.. Skurczysyny potrafią zaskoczyć i wkręcić widza w "no zajeb mnie
jak najmocniej ale nie mogę się doczekać nowego sezonu!".. Dlaczego
polskie seriale takie nie są.. Albo się Hanka na kartonach rozjebie,
albo Rysiek wpada do burdelu tudzież "to pewnie Jerzy"... Albo ojciec
Mateusz odkryje, że to jednak nie szczylowaty graficiarz zamordował
ziomka zbierającego znaczki i robiącego wszystkich naokoło w chuja..
Ale rozkminianie dlaczego produkcje zza oceanu są lepsze od naszych jest
takie jakby rozwodzić się nad tym czy kupa zrobiona w sedes i spłukana
jest mniej nieprzyjemna od tej zrobionej na środku pokoju przez twojego
psa czy kurwa kota i jeszcze na dodatek rozpaćkana przez twojego bachora..

czwartek, 1 grudnia 2011

złe miłego początki..

O całym tygodniu na uczelni pisać nie ma sensu bo to po prostu w głowie
się nie mieści.. Miro zbiera na warunek z Bisztygi i ma wyjebane na to,
że na miasteczku rozdają unimile.. Jest nawet autorem hasła tygodnia,
które brzmi nastepująco: "jebać gumki trzeba robić numerki".. Maciej
idzie na zajęcia widmo.. Bo ich kurwa nie ma a on o tym zapomniał
(whaaaaaat?) choć powinien sobie to zaznaczyć wykurwiście czerwonym
markerem w kalendarzu bo w końcu Fortuna nam sprzyja.. Pozdrawiam pana
kurwa Fernandeza za podpierdolenie mi miejsca na liście wfu oraz propsy
dla Kuby i Michała za to, że dawali sobie po ryju w dniu, w którym
większość z nas wolałaby do gazu niż do Gasa. Zatem spierdalam spod
Wawelu by odwiedzić rodzinne strony. Pominę nudnawą podróż autobusem
przyspieszonym (Kraków-Wieczór-Czarnowiejska-Korki, choć w sumie
Czarnowiejska załatwia wieczór bo to dla tej ulicy nie ma znaczenia)
do dworca głównego i pominę tego skurwysyna, który przy kasie kupił 3
bilety kartą za 214,68 a potem zrezygnował bo woli jednak zapłacić
gotówką i pani musiała mu anulować te bilety i trwało to tyle że jakiś
strasznie wąsaty pan jadący interegio do Rzeszowa zdążył wymienić
swojemu koledze wszystkie wady swojej teściowej i jeszcze dla
pewności je powtórzył (3 razy!). Wsiadam do przedziału.. Tam student
polibudy i jakiś stary recydywista.. No nie taki stary bo starszy ode
mnie o dekadę. Klnął z taką częstotliwością, że bębenki pękały i
opowiedział tyle niestworzonych historii, że z powodzeniem mógłby
napisać exposé premiera (nie to że mam coś do Donalda, nawet go lubię)..
Pracował w każdej branży od robola w tartaku po kucharza w Hiltonie
przez złodzieja złomu z PKP i górnika w Czechowicach Dziedzicach
(jebaniutki).. Wyjebał do Kielc 6 wojaków.. Skurwysyn.. Nie to, że nie
da się wypić 6 piw w 2 godziny bo to całkiem normalne ale on pił wojaki
na dodatek je połykał a nie pił.. Łyk i nie ma browara a za 15 minut
otwierał następnego.. Mówił dość dosadnie ale czasem i słowa mu brakło..
Przejebane zwłaszcza jak zapomniał sformułowania strefa czasowa. Ze
studentem ze Starachowic mieliśmy nie lada zagwozdkę. Choć muszę przyznać,
że ów recydywista zaskoczył mnie używając słowa węglowodany.. Pożegnał
mnie mocnym uściskiem ręki (ała) i definicją grypsowania (o chuj).. Na
szczęście jestem już w domu gdzie czekają na mnie pierogi, miłe
wiadomości z duńskiego Odense, Polsat Sport, który włącze jutro o 7 rano,
wygodne łóżeczko, kochający rodzice i pryncypałki schowane w szafie..

środa, 16 listopada 2011

refleksyjny jeden

Gdzieś tam głęboko w nas powoli zacierają się granice pomiędzy zdrowym
rozsądkiem a "siedzą, piją, lulki palą". I to nie chodzi już tylko o
zamiłowanie do melanżu.. Chodzi o ogólnie rzecz biorąc szaleństwo. A co
w dzisiejszych czasach jest szaleństwem? Np. starsza siostra zostawiająca
w wielkim mieście młodszego braciszka na przystanku autobusowym tylko
dlatego, że biedaczek nie chce iść do jej kolegów, którzy ignorowali go
cały wieczór w kinie nie odzywając się do niego przez cały seans
praktycznie ani razu (szok!) a jeszcze na sam koniec nie zabrali go na
mc zestaw do Mc syfa albo innego fast burgera. Szaleńcem w tym kraju
jest człowiek, który robi to co kocha, mimo że nie zarobi na tym nawet
na chleb dla siebie ani na prezerwatywę dla siebie a w konsekwencji na
chleb dla swoich dzieci. A przecież kurwa nie zapominajmy, że człowiek
o ile nie powstał z prochu to się od małpy wywodzi a małpie zachowanie
wydaje się być trochę postrzelone zwłaszcza w kręgach "zesraj się a nie
daj się i udawaj, że się nie zesrałeś". Idź na studia, po których
będziesz zarabiał.. Wtedy będzie cie stać na to co musiałeś sobie
odpuścić w latach młodzieńczych. Problem w tym, że to co sobie odpuściłeś
smakuje tylko w latach młodzieńczych. I ty doskonale o tym wiesz dlatego
pragniesz tego szaleństwa, dążysz do niego.. I w pewnym momencie
dochodzisz (pókiś młody) do wniosku, że już sam nie wiesz co szaleństwem
jest a co nie i czy w szaleństwie jest metoda. Jest.. Z tym, że znaleźć
złoty środek jest wręcz niewyobrakurważalnie ciężko. Jak dobrze być
pierdolniętym w głowę? Jak robić to, żeby być szczęśliwym i żeby ludzie
nie mieli cie za debila i nie zamkneli w pokoju bez klamek? A jeśli
znaczenie słów świr, szajbus, wariat, pojeb ma tak szerokie spektrum to
kim jesteśmy? Wiem, że łatwo to napisać ale bądźmy sobą i szukajmy tej
recepty na szczęście.. Leki na to nie będą refundowane ale trzeba
zapłacić słono żeby kurwa.. nie zwariować?

niedziela, 6 listopada 2011

za rok może dwa schodami na.. Kitch

No i pierdolnęły te schody. Afera jak nie wiem.. Bo nie dość, że tam się
pedały walą to teraz też schody. A w ogóle ostatnio nie mieli na
Wielopolu dobrego PR bo to wszystkie protesty o to co to tam się w bramach
nie wyrabia, kiedy to już wszystkie normalne kluby w rynku pozamykane a
tam jedynie otwarte. Dla mnie to w sumie tylko powód do śmiechu gromkiego
oraz do śmiechu gorzkiego, no bo w końcu tam ludzie zginąć mogli. Nie
odwiedzam tych rejonów więc nie jestem w stanie sobie wyobrazić rozmiarów
tragedii ludzi, którzy stali 3 godziny na tych jebanych schodach by wejść
do klubu a tu nagle jeb i już nie ma stopnia żeby się wespnąć.
What the fuck?! Wojciech na tych schodach był w owym feralnym momencie..
Jak sam twierdzi najebany na tyle, że gdy już wylądował w jakiejś kupie
gruzu i otrzepał się z pyłu to dołączył do grupy skandującej "chcemy więcej!".
What the fuck again?! A 2 tysiące luda ewakuowano przez patologiczne
mieszkania w owej kamienicy tylko dlatego że jedno z nich dzieliło balkon
z klubem Łubu-Dubu (jak to brzmi!). Wyjebano okno mieszkania i w długą na dół
do wszechobecnej psiarni z nadzieją, że dostanie się za całą akcję jakiś
becel (NI-CHU-JA).
Wyżej wspomniany Wojciech (szacun!) stał się już dla mnie poniekąd
symbolem upadku pewnej ery. No bo kurwa nie ma chuja żeby to otwarto
ponownie.. Chyba, że po gruntownym remoncie ale nawet wtedy w ludzkich
głowach pozostanie widok lecących na łeb i na szyję panienek w szpilach i
koszulkach z za dużymi dekoltami i kolesi w koszulach z "łizełwd" bądź Zary.
Więc póki co Kitchu nie ma i go nie będzie. Pytanie jak długo w Krakowie
trwać będzie techno-disco-pedzio-dancowe bezkrólewie..

środa, 2 listopada 2011

święta, święta i po świętach...

No tak moi drodzy. Niestety wolny od wszelkich zajęć dzień 1 listopada
skończył się równie szybko jak się zaczął. Mi osobiście udało się
szczęśliwie nie spotkać żadnego znajomego na cmentarzu, który zapytałby
"hej, przyszedłeś na groby?" a ja chcąc nie chcąc musiałbym odpowiedzieć
"nie stary.. sprzedają tu zajebisty popcorn i watę cukrową, a nasza
ulubiona knajpa dzisiaj nieczynna" (z tą watą i popcornem to nie żart!
naprawdę sprzedawano przed cmentarzem takie cuda) oraz niepostrzeżenie
położyć zapalone znicze na grobach bliskich, moich znajomych. Jednak
nie oszukujmy się, że Wszystkich Świętych dla większości z nas nie ma
żadnego wymiaru katolickiego. Dla nas to okazja by mieć wolne, spotkać
się ewentualnie z rodziną i pójść na cmentarz gdyż dzień w którym powinno
się to uczynić modląc za zmarłych nie jest wolny od pracy i nauki. Zatem
trwamy w zadumie owego pierwszego dnia listopada kiedy to wg. kościoła
powinniśmy radować się, iż tyle duszyczek okazało się być świętymi,
tudzież błogosławionymi. Co mnie zastanawia.. Dlaczego listopad? Jest
kurwa zimno! Przyrodzenia panów stojących na cmentarzach kurczą się do
takich rozmiarów o których nie śniło im się w najgorszych koszmarach.
A dlaczego? Dlatego, że nikt nie jest ubrany na zimę, każdy na jesień i
poubierany najczęściej w garnitury płaszczyki i cwaniaczki co nie sprzyja
zdecydowanie. Bo to chuj wie jaka to będzie pogoda.. I tak faktycznie
fajnie to wygląda jak liście z drzew spadają lampiony się palą, szybko
robi się ciemno.. Ale na cmentarzach polskich to po ciemku idzie kurwa
się połamać, nabawić traum wszelakich a w najlepszym wypadku zabić się.
Dlaczego więc 1 listopada nie jest 1 lipca na przykład? Chociaż kurwa z
pogodą w Polsce.. Każdy musiałby mieć ogień olimpijski aby deszcz zniczy
nie zgasił.

poniedziałek, 24 października 2011

subtelna różnica..

"No jak ty się wyrażasz?", "Ależ ty jesteś wulgarny".. Nie wulgarny,
kurwa, tylko lubię jak coś przekazane jest dobitnie. Lubię przekleństwa
bo użycie ich bardzo często czyni zdanie dość zabawnym (genialny przykład
z "no kurwa no nie"), lubię bo nic nie nadaje się bardziej do sfery
ironii jak:
-nie byłeś na wykładzie a akurat robił listę, potem wstawiał zaliczenia
a na koniec wpadła doktorantka i każdemu obciągneła bez zbędnego
pierdolenia. Kto chciał mógł zaliczyć podwójnie czyli poruchać znaczy się.
-to zajebiście..
Zresztą każdy lubi jak jest ostro i pikantnie.. Bo z życiem jest tak samo
jak z pornolami i jedzeniem. Musi być przyprawione bo inaczej to tzw.
"niechtochuj". Poza tym czy istnieje piękniejszy widok niż twój kumpel
z pokoju wstający rano po melanżu, osuszający cisowiankę lekko gazowaną i
łapiący się za głowę mówiąc "ja pierdolę"..

[censored]:

"No jak ty się wyrażasz?", "Ależ ty jesteś wulgarny".. Nie wulgarny,
kurcze, tylko lubię jak coś przekazane jest dobitnie. Lubię przekleństwa
bo użycie ich bardzo często czyni zdanie dość zabawnym (genialny przykład
z "no jasny gwint no nie"), lubię bo nic nie nadaje się bardziej do sfery
ironii jak:
-nie byłeś na wykładzie a akurat robił listę, potem wstawiał zaliczenia
a na koniec wpadła doktorantka i z każdym uprawiała sex oralny odmiany
bardziej lubianej przez mężczyzn bez zbędnego owijania w bawałnę.
Kto chciał mógł namówić ją na coś więcej.
-to zawaliście..
Zresztą każdy lubi jak jest ostro i pikantnie.. Bo z życiem jest tak samo
jak z filmami erotycznymi i jedzeniem. Musi być przyprawione bo inaczej
to tzw. "niechtoszlag". Poza tym czy istnieje piękniejszy widok niż twój
kumpel z pokoju wstający rano po melanżu, osuszający cisowiankę lekko
gazowaną i łapiący się za głowę mówiąc "cholibka"..

piątek, 21 października 2011

My się skądś znamy? Tak.. Nawet całkiem nieźle..

Sokole oko. Dziś każdy posiada takie jedno a w znakomitej większości
nawet dwa. Nie ma już nic do ukrycia dzięki facebookom, twitterom i tym
podobnym a mimo wszystko każdy chce udawać super przenikliwego, bystrego
o zapędach dedukcyjnych jak sam Sherlock. Na próżno szukać dziś odrobiny
prywatności nawet jeśli nie jesteś osobą publiczną ani powszechnie znaną.
I dlaczego tak się dzieje? Czy to wina globalizacji? Czy to wina wyżej
wymienionych portali społecznościowych? Naszej mentalności? Wydaje mi
się, że teraz większość aż pali się do tego aby ludziom coś o sobie
powiedzieć. Gdzie są te czasy gdy każdy miał swoje słodkie tajemnice,
gdy nie można było kogoś od razu poznać? Ja mam tak, że lubie zagadki,
łamigłówki, lubię rozgryzać czyjąś osobowość, lubię rozkładać na czynniki
pierwsze zwłaszcza kobiety. Nie to, że siedzę w święta w kuchni pomagając
mamie kroić kurwa nie wiem, powiedzmy że składniki na sos tatarski i
zastanawiam się nad jej charakterem patrząc na sposób trzymania noża.
Zresztą doskonale wiecie o jakie kobiety mi chodziło. Bo z ludźmi jest
jak z prezentami. Co to kurwa za prezent jak nie jest zapakowany?
Wchodzisz do salonu a tu pod choinką bum, zamiast torebeczki z karteczką
od Świętego dla Ananiasza leżą skarpetki, czekolada, żel pod prysznic i
spodnie z "łizełwd" (po czym zabierasz ten cały swój dobytek i lecisz do
komputera by za pomocą kamerki internetowej nagrać filmik o tytule "haul
prezentowy" czy coś w ten deseń). Rozpakowanie prezentu jest jak
poznawanie drugiej osoby. Ta niepewność, ciekawość, napięcie, emocje..
Wreszcie zaskoczenie, akceptacja.. Tego sie nie da zastąpić. Dlatego apel
abyśmy niektóre rzeczy zostawiali dla siebie, pozwolili ewentualnie tej
najważniejszej dla nas osobie kiedyś odkryć co nie co, a nie dawać jej to
na talerzu przy pierwszej lepszej okazji. I jeśli już zdecydujecie się na
ten krok to nie dajcie się tym z sokolimi oczętami, którzy wykryją każde
wasze wahanie nastroju. Bądźcie ostatnim bastionem waszej prywatności,
bastionem niezdobytym przez byle kogo, walczcie do ostatniej kropli krwi!

"Co się stało? Jakiś cichy dziś jesteś, pewnie nie masz humoru", "Coś ty
taki zmarnowany, popiłeś wczoraj czy po prostu jesteś nieuleczalnie
chory i ci się pogorszyło?", "Ha! Paliłeś!" a ja gasząc peta na mojej
gumowej popielniczce nie mam sił nawet odwrócić się w stronę źródła
emitowanego głosu i jebnąć danemu indywiduum w ryj..

niedziela, 16 października 2011

ot cała historia

Dzień w środku tygodnia, pora kurewsko poranna (prawdopodobnie oscylująca
w okolicach 9), przedwiosenne słoneczko razi cię jak ch.. ale przecież
nie założysz okularów bo głupio by wyglądały przy temperaturze 3 czy 4
stopni Celcjusza, w każdym razie niewiele więcej od zera. A odczuwalna
przecież jeszcze niższa bo raz, że wieje jakby to Bóg robił przysługę
tym w samochodach bez turbiny coby szybciej dogonili tych w tymi z
turbinami, bądź w drugą stronę żeby ci w tych z turbinami wolniej
doganiali tych w tymi bez (zależy od której strony się patrzy), a dwa,
że niewyspany jesteś, to i trzęsiesz się cały. Ale kij tam, byłoby
cudownie gdyby nie katar, który masz większy niż Półwysep Arabski,
gdyby nie ból gardła, na który nie pomoże neo-angin bez cukru, gdyby
nie kac, którego dziś nie udało ci się przespać oraz świadomość, że
jesteś niedojedzony a za chwil dosłownie parę pisał będziesz jakieś
kolokwium. Byłoby zatem miło skreślić z listy "oj ponarzekam" chociaż
jedną, małą, pierdoloną niedogodność. O dziwo po burzliwej naradzie,
która wyrządziła spore szkody w twoim zblazowanym organiźmie wybór pada
na walkę z głodem! (Tak, wiem. Taki już jesteś.)
I jakże pięknie wyglądała ta budka sieciowej piekarni Awiteks, zwłaszcza
do momentu gdy wchodzisz tam a kolejka studentów i starszych pań powoduje,
że witki ci opadają. Ale skoro już taki kawał przebyłeś to będziesz
trwał na posterunku niewzruszony. Po 5 minutach stania w owej kolejce
zaczynasz się zastanawiać co ty tu do kurwy nędzy robisz. Po pierwsze
zanim coś do jedzenia kupisz to albo to zczerstwieje albo się rozpadnie.
Po drugie co niby sobie kupisz? Suchą bułkę z makiem? Chleb? Pączka? W
sumie pączek nie wydaje się być zły. Boisz się tylko, że ta cała masa
studentów stoi tu w tym samym celu. Chcą kupić pączka i potem wpierdalać
go na wykładzie z bezpieczeństwa użytkowania urządzeń elektrycznych albo
filozofii miłości nie dlatego, że są głodni ale dlatego, że ileż można
siedzieć na facebooku bądź grać w angrybirds na swoich smartfonach.
Pączki zatem idą jak świeże bułeczki a świeże bułeczki nie idą w ogóle
(paradoks). Paskudna sprawa bo ostatni pączek się ostał, mało tego pączek
średniej wielkości ale całe szczęście to twoja kolej na zakup.
Więc stoisz dumny jak paw, rozglądasz się po piekarni z niepohamowaną
satysfakcją i pytasz się przestraszonej panienki w kitlu:
-Dzień dobry! Czy są pączki? A gdy otrzymujesz odpowiedź
przecząco-wymijającą i przed tobą wyłania się niska postać w fioletowym
moherowym bereciku mówiąca: "dziękuję pani Aniu, że mi pani zostawiła
jednego!", i patrzysz jak owa postać płaci jebane złoty trzydzieści, które
sam skrupulatnie wcześniej wyliczyłeś i zabiera twojego wymarzonego
pączka, czujesz, że zaraz dostaniesz zawału. Panienka w kitlu patrzy na
ciebie wzrokiem jakim każdy z nas patrzył na kota ze Shreka gdy ten
odpierdalał numer ze swoimi w kurwę słodkimi oczkami i proponuje w
ramach rekompensaty oponkę. Czaisz? Oponkę! Więc opuszczasz ten przybytek
diabła i wpierdalając oponkę uświadamiasz sobie, że spóźniłeś się na zajęcia..

sobota, 15 października 2011

jak to jest panie redaktorze?

Z felietonami to jest tak, że każdy musisz pisać na poziomie bo inaczej
wpadniesz do jednego worka z gronem przeciętniaków, których w internecie
(i nie tylko!) jest cały ogrom. A jak już tam raz wpadniesz to weź potem
człowieku i wspinaj się na górę w tym jebanym tłumie żeby rozwiązać
sznurek i z owego worka wyskoczyć by iść choćby na piwo. A według mnie
dobry tekst przede wszystkim musi napisany być ciekawie, musi budować
napięcie by osoba czytająca go chciała z całego serca i z wszelkich
nudów dowiedzieć się jak to wszystko się skończy. To nie jest jakiś
pieprzony konkurs na ilość żartów którę będą dupę ze śmiechu urywały,
w stylu "co mogę napisać o bohaterach hereos IV?".
Czytelnik ma delikatnie uśmiechać się pod nosem czytając
te wypociny i mówić sobie w duchu "pierdolony skurwiel
ma rację i pisze to na tyle sprytnie, że jeśli nawet tej racji nie ma to
i tak mu uwierzę". Ha! A to wcale takie proste nie jest.. Bo przede
wszystkim musisz mieć o czym pisać. Gówno kogolwiek obchodzi jaką to
dzisiaj na śniadanie zrobiłeś zajebistą jajecznicę albo, że twoja babcia
nie pozwalała oglądać ci szklanej pułapki używając sformułowania "prędzej
mi na ręce kaktus wyrośnie" bądź gdy chciała cię przestraszyć "po moim
trupie!" i jeśli twoja babcia już nie żyje (święć Panie nad jej duszą!)
a ty oglądasz właśnie szklaną pułapkę wpierdalając fistaszki to jesteś
chorym draniem!! Ja mam tak, że inspiracji dostarcza mi życie, ludzie,
którzy mnie otaczają oraz to że jestem pierdolnięty w głowę a moja
wyobraźnia nie zna granic i nawet jeśli nie wydarzyło się nic ciekawego
(może poza tym , że kochany i jedyny w swoim rodzaju prezydent
Majchrowski (według interiowego redaktora Białońskiego: Jacek herbu
Majcher- hihi..hoho..hehe..) rzucił rękawicę pod nogi Zbigniewa Bońka)
to mam o czym pisać. A co by było gdybym felieton zaczynał od:
"I'm a litlle high.."?

piątek, 14 października 2011

miłość.. nienawiść

Nie po raz pierwszy przychodzi mi stawać, jak to niegdyś powiedział
nieodżałowany marszałek Zych przed jakże to istotnym dylematem.
Pisać o miłości i nienawiści? To przecież takie infantylne..
Z takim tematem mógłbym z powodzeniem dołączyć do grona nieszczęśliwych
gimnazjalistek i licealistek, z drugiej jednak strony czy istnieje
temat bardziej poważny i bardziej dla dorosłych niż właśnie miłośc i
nienawiść? To przecież te dwa rzeczowniki kierują naszymi działaniami
już od takiego małego.. Bo gdyby nie miłość czy nienawiść nie mielibyśmy
na weselnych stołach i flaków i rosołu, co z kolei powoduje że państwo
młodzi tudzież ich rodzice muszą zapłacić więcej restauracji czy
firmie cateringowej, co znowu napędza daną firmę, popyt, podaż i daje
pracę choćby producentom makaronu.. Czy to nie przez nienawiść do danego
przedmiotu studenci podczas sesji budzą się z ręką w nocniku? Czy to nie
przez miłość do danego klubu każdy kibic (zdecydowanie o mężczyznach)
może dostać zawału średnio 4 razy do roku? Czy to nie przez miłość do
kobiety rośnie sprzedaż alkoholu w osiedlowych sklepach monopolowych
działających 24 godziny na dobę? Czy to nie przez miłość do mężczyzny
znikają z supermarketowych półek hektolitry dietetycznych lodów? Czy to
nie przez miłość i nienawiść powstają filmy o miłości i nienawiści?
Wychodzi na to że bez tych uczuć świat by nie istniał, bo człowiek
kieruje się emocjami a najbardziej kieruje się tymi dwoma.
Inna to już sprawa że i miłości i nienawiści są różne dlatego też skutki
każdych są różne. Gdzieś w Bibli napisane jest (na pewno!), że bez miłości
człek niczym jest (możliwe że to zdanie zaczyna się od "zaprawdę powiadam")
a bez nienawiści jest ciotą..No bo jak to tak nie wpierdolić chłopakowi
swojej byłej dziewczyny? Zwłaszcza jeśli koleś wisi ci jakieś pieniądze..